Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Trudny rozwód - czy sąd orzeknie, że jest z mojej winy?
05-08-2018, (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-08-2018 przez Socialimo.)
Post: #1
Trudny rozwód - czy sąd orzeknie, że jest z mojej winy?
Może ktoś mi podpowie co robić... Z (jeszcze) mężem mamy dwójke dzieci (6 i 1.5l).. Po ślubie i narodzinach pierwszego dziecka okazał się całkiem innym człowiekiem.
Niezadowolony z niczego toksyk a do tego materialista.. Psychicznie wysiadalam, ale wiedziałam że dla dziecka muszę dać radę. Nikt Procz mojej przyjaciółki nie wiedział o tym jakie akcje odchodza w domu.. Przed znajomymi i rodzina czuły Kochany uwielbiający mnie..

A w 4scianach ciągle mnie gnoil, każda winę zwalal na mnie, ja jako beznadziejna żona, matka pani domu... Przy każdej próbie rozmowy, kończyło się tak, że jeśli był niewygodny temat to albo wychodził albo szedł spać..

Wszyscy mieli nas za super rodzinę.. Ja udając zawsze uśmiechnięta, dobrze wyglądająca nie dawałam po sobie poznać co przechodzę.. A on niszczyl mnie psychicznie coraz bardziej. Gdy dziecko miało 3lata postanowiłam porozmawiać z matką męża, żeby pomogła mi z nim porozmawiać żeby się zmienił dla nas dla dziecka, bo jeśli nie to odejdę...

Teściowa próbowała z nim rozmawiać ale nic nie wskorala.. Po czym stwierdziła, że to nasza sprawa, musimy się dotrzeć i sami z tym poradzić bo ona się nie chce wtrącać. Odniosłam wrażenie że teściowa myśli, że tylko straszne że odejdę... Niestety, odpuscilam ... Presja, że dziecko musi mieć pełną rodzinę wzięła górę.

Bardzo chciałam żeby syn miał rodzeństwo, ale bałam się jak to będzie.. Postanowiłam porozmawiać z mężem, obiecał że się zmieni, uwierzyłam i faktycznie zmienił się. Cieszyłam się, i po paru miesiącach zaszłam w drugą ciąże.. Mąż się starał, było ok. Byłam szczęśliwa. Drugie dziecko się urodziło, Mąż pomagał, moglam na niego liczyć.. Ale po 2msc znowu obrót o 180stopni i od nowa zadreczania psychiczne.

Postanowilam, że albo odejdę teraz póki drugie dziecko małe albo nie odejdę już nigdy i mój koniec będzie kiepski.. Bilam się kilka miesięcy z myślami, każda próba rozmowy kończyła się kłótnia i wpieraniem mi winy.. Konsola, laptop... Temu poświęcał czas.. Przestalam się prosić o jego uwagę..

Zaczęłam rozmawiać ze znajomym.. Oboje mieliśmy problemy w związkach, dobrze się dogadywalismy.. Ale nigdy nie szukałam nikogo "na boku". Zaczęło się uczucie między nami... Po jakimś czasie bo znaliśmy się od bardzo dawna. Wiedziałam, że nie mogę się angazowac bo mam dzieci..

Ale to było silniejsze, wyszlo z tego uczucie.. Zobaczyłam jak wygląda szacunek, jak ktoś mnie słucha i rozumie..to cudowny człowiek. Nie to nie było to że dałam się złapać na jakieś słówka.. Spotykaliśmy się.. Ale Zdrady fizycznej nie bylo..

W grudniu oznajmilam mężowi, że musimy się zastanowić co dalej bo oboje się męczymy. Chciałam ratować małżeństwo dla dzieci , zerwalam kontakty ze "znajomym"..

Przyjaciółka mówiła mi, że albo teraz odejdę albo nigdy.. Mąż gdy usłyszał, że chce odejść to zamiast Robić coś w dobrym kierunku to pogrążal i ublizal jeszcze bardziej... Wyprowadziłam się od niego,nie zabierając nic co kupiliśmy jako małżeństwo, a także niczego nie rzadalam prócz pieniędzy na dzieci... Robił mi na złość, dawal niskie kwoty.. Chciał połowę z 500+, dostał połowę z rozliczenia podatkowego.

Na wszystko się godzilam, bo chciałam już mieć spokój psychiczny. Płakałam, chciałam wrócić, ale wiedziałam, że jeśli wrócę to kompletnie przegra życie ... A on nie robił nic, nawet 5min nie znalazł na rozmowę o nas, tylko wypominal pieniądze pieniadze i w kółko pieniądze... widzac, że nic z tego i jemu nie zależy.... odnowila się "znajomość"..

Pozew wyslalam dziś bez orzekania. Mężowi powiedziałam że się z kimś spotykam, powiedziałam z kim ponieważ go zna. Teraz z boku wszystko wygląda, że zrobiłam to przez kochanka a jego winy nie ma żadnej...

Sytuacja okropna... Będzie chciał udowodnić, że między mną a kochankiem już wcześniej coś było i to ja jestem winna rozpadowi małżeństwa, będzie chciał mi odebrać dzieci... Itp. Już wyjścia z sytuacji nie mam..

Nie wiem jak się bronić.. Nie mam nagrań... Jedynie kilka smsow i jakis notatek, kiedy coś powiedział czy niestosowne się zachował. Ludzie go Maja za cudownego człowieka.

Wszyscy się ode mnie odwrócili.... Tak wiem jak to wygląda, ale "kochanek" nie był powodem dla którego odeszłam... Co jedynie może potwierdzić moja przyjaciółka.

Poszłam do adwokata mówił, że sąd uzna moja winę bo wygląda to jak wygląda. Czy ktoś był w takiej patowej sytuacji? Może ktoś mi udzieli paru wskazówek, kontakt na priv? Jestem załamana. Wiem, że czeka mnie cudowne życie z "kochankiem", ale bardzo ciężka droga przedemna...

W większości z mojej winy bo wcześniej się nie odzywałem, i przez to sama z kata zrobiłam ofiarę ??? większość z was mi zapewne nie wierzy, ale po co bym miała tu kłamać.. Jeśli jest osobą, która takie coś przechodziła daj znać to wiele dla mnie znaczy...

Mam też pytanie czy możecie mi polecić dobrą kancelarię adwokacką w Warszawie która byłaby w stanie pomóc w tak trudnym rozwodzie?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Wiadomości w tym wątku
Trudny rozwód - czy sąd orzeknie, że jest z mojej winy? - Socialimo - 05-08-2018

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Kontakt | Forum Wybierz Prawnika | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja bez grafiki | RSS